środa, 12 lutego 2014

Imieniny Mariusza

W postulacie franciszkańskim - jak w życiu - chwile smutne przeplatają się z radosnymi. 
Wola Boża :) Jr 31,13b
Dlatego już następnego dnia po odejściu Bartka, dziękowaliśmy Bogu za Mariusza, który tego dnia obchodził swoje imieniny. 
Była modlitwa, życzenia oraz... okolicznościowa wystawka...
A ponieważ Mariusz jest wielkim miłośnikiem muzyki, estetyki i... ketchupu, w wystawce nie zabrakło, wszystkich rzeczonych elementów, przypominajacych naszemu bratu, że z uwagą słuchamy i pamiętamy niemalże każde jego słowo ;)


Podniosła atmosfera imieninowo-artystyczna nawet w Radku obudziła artystyczną duszę... 

...aż chciałoby się powtórzyć za panem Władysławem Skorą:
"Mówi się, że prawdziwa sztuka obroni się sama... ale nie przede mną" ;)

wtorek, 11 lutego 2014

Pożegnanie Bartka

W przeciągu miesiąca zeszczuplało grono postulantów, a w dniu dziejszym Bartek podjął decyzję, że również opuszcza naszą wspólnotę. Tym samym obaj mieszkańcy Nysy wrócili do swojej rodzinnej miejscowości, a na naszym postulanckim piętrze pozostał kolejny wolny pokój. Pełniącemu obowiązki Seniora Bartkowi serdecznie dziękujemy za spędzone razem blisko pół roku, za każdy uśmiech, gest, czy pomoc i przede wszystkim modlitwę, obiecując, że nadal będziemy pamiętać w naszych modlitwach.

Teraz jest nas czterech... i trwamy modląc się o wierność Jezusowemu wezwaniu!


niedziela, 9 lutego 2014

Rozeznanie powołania

Jesteśmy tu, by rozeznawać swoje powołanie, ale czasem Pan Bóg pozwala nam pomóc innym w podjęciu decyzji o rozpoczęciu życia zakonnego. I tak właśnie w piątek przyjechał do nas aż z Nowego Sącza, Bartłomiej, który postanowił spróbować jak wygląda życie w postulacie. Przez trzy dni miał okazję przekonać się na własnej skórze podporządkowując się naszemu planowi dnia: razem z nami modlił się w kaplicy, uczestniczył w Mszy Świętej, jadł posiłki, pracował i oczywiście spędzał czas wolny zasypując nas całą masą pytań.  
Wydaje się nam, że Bartek przez ten czas zgrał się z nami bardzo dobrze, dlatego mamy nadzieję, że we wrześniu będziemy mogli o nim przeczytać na postulanckim blogu. W tym miejscu przypominamy, że gdyby ktoś z męskiego grona naszych czytelników zastanawiał się nad wyborem drogi życiowej i miał ochotę zobaczyć z czym to życie zakonne "się je" - bardzo serdecznie zapraszamy!
Prosimy nas tylko wcześniej uprzedzić, żebyśmy byli w domu :)
Można pisać do nas mailowo (braciapostulanci "małpa" gmail.com), lub kontaktować się przez facebooka ;-)

Bartkowi dziękujemy za wspólnie spędzony weekend i... obiecując modlitwę, zapraszamy ponownie!

czwartek, 6 lutego 2014

Czwartek powołaniowy w Katedrze

Południu, gdy pożegnaliśmy się z naszymi gośćmi z Kudowy, sami też ruszyliśmy w drogę, jednak w przeciwną stronę - do Świdnicy. Znów, można by pomyśleć, tym razem jednak odpowiadaliśmy na zaproszenie do włączenia się w pierwszo-czwartkową Mszę Świętą o powołania kapłańskie. Z nieukrywaną niecierpliwością czekaliśmy na chwilę, gdy będziemy mogli służyć do Eucharystii w naszej pięknej katedrze.
 Nasza piątka pod czujnym okiem kleryków wpierw musiała jednak przejść dokładne przeszkolenie z tego kiedy, gdzie, którędy i jak wyjść, by wszystko wyglądało należycie. Po takim przeszkoleniu nic już nie wydawało się straszne. Tomasz przeczytał czytanie, Mariusz zaśpiewał psalm, natomiast Rafał modlitwę wiernych. Całość dopełnili Bartek i Radek, którzy "obsługiwali" akolitki, natomiast naszemu magistrowi - o. Augustynowi przypadło w zaszczycie przewodniczenie Mszy Świętej, oraz wygłoszenie kazania, w którym zastanawiał się nad charyzmatami w życiu każdego z nas, a w szczególności powołanych do służby Bogu.
 Po liturgii udaliśmy się do budynku WSD, gdzie ugościł nas ks. prałat dr Tadeusz Chlipała, Rektor WSD. Wraz z klerykami zjedliśmy kolację, po której jeszcze pokrótce ks. rektor oprowadził nas po gmachu seminarium. Oczywiście zaczęliśmy od najważniejszego miejsca - kaplicy - która jest wciąż jeszcze nie ukończona, jednak już znakomicie się prezentuje.
 Na koniec zostaliśmy obdarowani ulotkami o seminarium, oraz pamiątkowymi obrazkami, na których umieszczono wszystkie witraże z kaplicy, a których z racji na późną porę nie mogliśmy już podziwiać w pełni blasku. Tak ubogaceni, nie tylko duchowo, spokojnie wracaliśmy do naszego nieco chłodniejszego od seminarium klasztoru ciesząc się, że mogliśmy w jakiś sposób zaangażować się w piękne dzieło modlitwy o nowe powołania i za powołanych.

Goście z Kudowy

Nasz Postulat to nie jedyny na terenie Kotliny Kłodzkiej, o czym mogliśmy się przekonać na Dniu Życia Konsekrowanego w Świdnicy. Tym razem jednak postanowiliśmy nieco lepiej poznać mieszkańców jednego z postulatów - Misjonarzy Klaretynów z Kudowy Zdrój. Nasi magistrowie wszystko dograli  i dziś przed południem odwiedziła nas trójka postulantów. Zaczęliśmy od tradycyjnej kawy i szybko złapaliśmy wspólne tematy.
Wspólna kawa - bardziej z nazwy, ale to dopiero początki formacji. 
Zwiedzamy nasz zimny kościół - oprowadzaniem gości zajął się Mariusz. 
Oczywiście najciekawszy okazał się refektarz i fresk Felixa Anton Scheffler. 
Na koniec wspólne zdjęcie.
Tym sposobem oprowadziliśmy naszych gości po kilku najciekawszych miejscach naszego klasztoru i wspólnie odmówiliśmy modlitwy południowe wraz ze stacyjnymi, a później zjedliśmy razem obiad. Tak zakończyło się nasze pierwsze i nie ostatnie spotkanie, bowiem nasi przełożeni już zanotowali sobie w kalendarzach datę kolejnego spotkania - tym razem w ramach rewizyty.

środa, 5 lutego 2014

25 lat życia zakonnego

Tak piękny, srebrny jubileusz swojej profesji zakonnej obchodziła dziś s. Hiacynta. Dlatego też bardzo chętnie wybraliśmy się do Sióstr Klarysek, by razem z nimi cieszyć się tej wspaniałej rocznicy, a przy okazji pomóc posługując przy ołtarzu. 
Postulanci jak zawsze rozrabiają - a właściwie to tylko Bartek, senior.
Nie mogło zabraknąć ojca kapelana - o. Ryszarda OFM. 
Mariusz przeczytał czytanie. 
Taka uroczystość była też powodem wyjścia przez siostry poza klauzurę. 
Uroczystości przewodniczył zaproszony kapłan. 
Pełne skupienie!
Na koniec oczywiście złożyliśmy jubilatce serdeczne życzenia i zakonnym zwyczajem zaczęliśmy śpiewać Plurimos Annos, jednak skromna siostra szybko nam uciekła wracając po chwili z ciastem, czyli tym, co postulanci w czasie wolnym lubią najbardziej ;-)

poniedziałek, 3 lutego 2014

Szybki demontaż

 Ten dzień musiał nadejść, a my wyglądaliśmy go z pewnymi obawami - zwłaszcza, jeśli chodzi o mnogość ciężkich przedmiotów, które trzeba było odnieść w różne skrajne końce klasztoru i nie tylko. Na szczęście zebrała się solidna ekipa ochoczych parafian, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni. I dzięki nim zdołaliśmy rozprawić się z szopką i sprzątnąć kościół w niespełna trzy godziny, choć budowa szopki trwała trzy dni - tak szybko, że ledwo zdążyliśmy zrobić jakiekolwiek zdjęcia...

niedziela, 2 lutego 2014

Dzień Życia Konsekrowanego

XVIII Dzień Życia Konsekrowanego to powód, dla którego udaliśmy się skoro świt do świdnickiej Katedry, by wspólnie modlić się za szczególnie powołanych do życia w służbie Bogu. Ponieważ poprzez postulat i my przygotowujemy się do poświęcenia całego życia Jezusowi, wręcz nie mogliśmy nie przyjechać. Wsiedliśmy więc w busa i jak zwykle po opuszczeniu granic Kłodzka zaczęliśmy śpiew Godzinek, którym tym razem przewodził Radek.
Nasz Magister oczywiście dołączył się do koncelebry, a my usiedliśmy w ławkach zdecydowanie wyróżniając się spośród miażdżącej większości Sióstr Zakonnych z tak wielu zgromadzeń, że nawet połowy pewnie nie bylibyśmy rozpoznać. Kazanie wygłosił gwardian naszego domu, o. Wacław, który oparł się na cytacie z dziennika Bł. Edmunda Bojanowskiego, zachęcając nas do jeszcze gorliwszego wypełniania naszego powołania i... serdecznego uśmiechania się.
Po uroczystej Mszy Świętej udaliśmy się do Kurii na tradycyjny poczęstunek i wspólne zdjęcie, którego jak się okazało nie miał kto zrobić. Na szczęście z pomocą przyszedł nasz zawodowy fotograf Tomasz, który szybko ustawił tłum i profesjonalnie zwieńczył wszystko grupowym foto.
W drodze powrotnej zameldowaliśmy się tradycyjnie na stacji benzynowej pewnej sieciówki, w której niegdyś pracował Bartek. Dlatego to jemu przypadło doprowadzenie szyb busa do odpowiedniego poziomu transcendencji. Teraz już spokojniejsi o poziom paliwa w baku i czystość szyb mogliśmy ruszyć ku kolejnemu przystankowi - ku Ząbkowicom Śląskim - zwanych niegdyś: Frankenstein.
 Ta mała miejscowość kryje wiele ciekawych zabytków, my jednak postanowiliśmy odwiedzić tylko kościół Sióstr Klarysek, gdzie chwilę modliliśmy się o nowe powołania do wspólnoty sióstr. Później ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie, wśród którego nie mogło zabraknąć krzywej wierzy, która ponoć wychylona jest bardziej nawet od tej w Pizie. Później jeszcze krótko się przespacerowaliśmy  i już nastała pora, by wracać do domu, bowiem obiecaliśmy, że zdążymy na kolację... 

sobota, 1 lutego 2014

Wrocław

Każda okazja, by wyjechać gdzieś z Kłodzka jest dobra. Każda okazja, by odwiedzić po drodze rodziców o. Augustyna - jeszcze lepsza. A dziś, jako, że nasz o. Magister miał ważne spotkanie we wrocławskim klasztorze, nadarzyła się ku temu wspaniała okazja. Tradycyjnie więc wsiedliśmy do naszego busa, w którym zrobiło się ostatnio niepokojąco przestronnie i równie tradycyjnie zaraz po minięciu tabliczki "Kłodzko" zaczęliśmy śpiewać Godzinki, którym tym razem przewodniczył Tomek R. Z modlitwą i śpiewem na ustach bardzo sprawnie dotarliśmy do rodziców, którzy ugościli nas kawą. Nim jednak zjedliśmy ciasto, na stole pojawiły się gołąbki i krokiety, którymi oczywiście nie pogardziliśmy. Następnym razem chyba jednak uprzedzimy o wizycie jeszcze później, lub... nie zjemy śniadania... bo "powołanie" (czytaj: brzuch) rośnie...
We Wrocławiu zawitaliśmy na tyle wcześnie, by spokojnie przywitać się z braćmi klerykami, którzy właśnie kończyli swoje dyżury sprzątania. Razem udaliśmy się na modlitwy południowe i obiad, po którym o. Augustyn miał swoje spotkanie. My ntomiast, zgodnie z naszym zwyczajem, zeszliśmy do sklepiku przy naszym franciszkańskim Wydawnictwie św. Antoniego. Zapoznanie się z grzbietami wszystkich książek zajęło nam mniej więcej tyle czasu, ile ojcu spotkanie, zatem w chwilę później siedzieliśmy już w busie szukając miejsca parkingowego w samym centrum Wrocławia.
Pierwotny plan zakładał wizytę w kinie, jednak ceny biletów skutecznie nas zniechęciły i w imię ubóstwa uznaliśmy, że znacznie lepiej będzie, jeśli po prostu pozwiedzamy Wrocław, zwłaszcza, że pogoda ku temu była wyśmienita, a i towarzyszący nam o. January chętnie przystał na tę opcję. Jako pierwszy odwiedziliśmy Kościół Najświętszej Marii Panny na Piasku, gdzie znajdowała się najstraszniejsza Szopka, jaką w życiu widzieliśmy. Szybko uciekliśmy na zewnątrz licytując się, czy gdziekolwiek widzieliśmy coś podobnego.
W kolejnym miejscu mieliśmy niebywałe szczęście, bowiem otwarty była Katedra Kościoła Greckokatolickiego p.w. Św. Wincentego. Z wielką ochota wstąpiliśmy do Cerkwi by podziwiać prostotę, ale i wielki kunszt wystroju w świątyni naszych braci w wierze. Zapaliliśmy też małe świece, które są symbolem naszych modlitw. Kiedy nasz Pasterz ogłosił 2 godziny czasu wolnego, ochoczo rozpierzchliśmy się, każdy w swoją ulubioną stronę miasta, nie zapominając o odmówieniu Koronki do Bożego Miłosierdzia.
Tak prawie minął nam kolejny dzień wyjazdowy. W drodze powrotnej odwieźliśmy jeszcze o. Januarego do Wambierzyc. Tam jednak zatrzymaliśmy się tylko, by rozprostować nogi, bowiem już następnego dnia mieliśmy jechać do Świdnicy na Dzień Życia Konsekrowanego.

piątek, 31 stycznia 2014

Kolejne pożegnanie

Wypakowany po sam dach samochód może zapowiadać niestety tylko jedno - naszą wspólnotę opuścił kolejny z braci, Mariusz Z. Oznacza to, że kolejny raz na stanowisku juniora następuje zmiana, a obowiązek budzenia nas przejmuje teraz Rafał. Mariuszowi natomiast życzymy przede wszystkim zdrowia, pogody ducha i potrzebnych Łask Bożych na dalszych drogach życia.
Ostatnie zdjęcie w takim składzie...

czwartek, 30 stycznia 2014

Lekcja śpiewu w Ołdrzychowicach

Dzisiejsza lekcja śpiewu miała odbyć się wyjątkowo nie u nas, a u sióstr w Ołdrzychowicach, dlatego tuż po porannej kawie wsiedliśmy do naszego busa, by odwiedzić przy tej okazji pierwszy raz przepiękny dom macierzysty polskiej prowincji ss. Franciszkanek Szpitalnych. Nim jednak przekroczyliśmy gościnne progi klasztoru, udaliśmy się na znajdujący się w ogrodzie przyklasztorny cmentarz, by pomodlić się siostry, które odeszły już po nagrodę do Pana.
Budynek klasztoru to dawny Pałac Oppersdorfów – barokowy dwór wybudowany w XVIII wieku i przebudowany w stylu klasycystycznym w XIX i XX wieku. W 1929 roku hrabina Zofia Gabriela Antonia von Oppersdorf  sprzedała pałac siostrom franciszkankom szpitalnym, które mieszkają tutaj do dziś i dbają z niesamowita pieczołowitością o piękno domu i otaczającego go ogrodu. Na parterze urządziły tez wystawę związaną z pracą ich Zakonu w przeróżnych zakątkach świata.
Niewątpliwie najważniejszym miejscem domu jest kaplica, którą zdobi wyjątkowo piękny i zachwycający ołtarz. Tutaj uklękliśmy, by w sercu klasztoru pomodlić się o nowe powołania do zgromadzenia naszych sióstr.
Dom formacyjny sióstr, czyli postulat i nowicjat, mieszczą się w sąsiednim budynku, dlatego szybko zaczęliśmy podziwiać dzielne siostry, które codziennie kilka razy przemierzają tę drogę na wspólne modlitwy, Eucharystię, czy posiłki, mimo śniegu czy deszczu.
Od progu przywitała nas nowicjuszka siostra Maria Ines, która habit zakonny przyjęła zaledwie pod koniec listopada. Zaproszeni więc przez nią i jej mistrzynię, a naszą nauczycielkę śpiewu - siostrę Adriannę, zasiedliśmy do przepięknie udekorowanego stołu na symboliczną kawę, do której chwile później dołączyła jeszcze siostra Rita.
Niestety w końcu trzeba było ruszyć w drogę powrotną, bowiem po obiedzie mieliśmy gościć już u siebie grupę młodzieży z o. Marcinem Kowalewskim, liderem zespołu „Fragua”. Oo. Marcin i Augustyn to dobrzy, kursowi znajomi, więc stąd propozycja zaproszenia ich do odwiedzenia i naszego klasztoru. Nasz magister zajął się oprowadzeniem gości po kościele i refektarzu, podczas gdy my spokojnie przygotowaliśmy naszą kaplicę i samych siebie do wspólnej Mszy Świętej.
Przy ołtarzu zgodnie z dyżurem służył Tomasz R, natomiast Mariusz J zadbał ze swoją gitarą o ubogacenie liturgii w śpiew. 
Eucharystii przewodniczył jako gospodarz o. Augustyn, natomiast o. "Kowal" wygłosił dla nas krótką homilię, w której zwrócił uwagę na to, że bardzo często dbamy jedynie o nasz wygląd i wszystko, co powierzchowne, zaniedbując to, co najistotniejsze w życiu każdego chrześcijanina - swoje życie duchowe.
Po tak bogatym dniu mało kto z nas miał ochotę jeszcze na wydłużonej, czwartkowej przchadzce wychylać nosa za klasztorne, ciepłe mury...

czwartek, 23 stycznia 2014

12 pomocnych dłoni

Duszniki Zdrój - niezbyt chętnie stamtąd wracaliśmy do Kłodzka po czterech bardzo intensywnych dniach pracy, ale i wypoczynku. O. Jarosław zaprosił nas bowiem do pomocy w przenoszeniu niezliczonej ilości słoików, regałów i całej masy przeróżnych rupieci, które przez lata się nagromadziły i czekają na swoją kolej przy remoncie klasztoru, lub zwyczajnie trzeba je wyrzucić na śmietnik. Zaproszenie, zaprawionych już w boju dzięki br. Janowi, Postulantów okazało się strzałem w dziesiątkę i już po kilku godzinach widać było metę, a dodatkowy dzień, jaki otrzymaliśmy w związku z odwołaniem czwartkowych zajęć, sprawił, że wykonaliśmy więcej pracy, niż było zaplanowane. Zanim jednak ruszyliśmy do pracy, o. Gwardian zapoznał nas z całym klasztorem:
Zaczynamy od kuchni i nowej kucharki - pani Iwony. 
Szybko zabieramy się za pracę i po chwili spiżarnia zostaje przeniesiona na zewnątrz. 
Rafał prezentuje nowe miejsce na spiżarnię, które chwilę wcześniej uprzątnęliśmy. 
Niestety niektóre regały okazały się za duże - ale Radek szybko je skrócił. 
Słoiki trafiają na nowe miejsca - wpierw trzeba je jednak sortować i ustalić zawartość. 
W ferworze pracy nie zapominaliśmy oczywiście o modlitwie. 
A wieczorami uroczysta Rekreacja...
...na której kibicowaliśmy naszym Szczypiornistom. 
i z wielkim smutkiem przyjęliśmy przegraną w meczu z Chorwacją...
I tak na wspólnej pracy i modlitwie minęły nam poniedziałek, wtorek i środa. Niestety w czwartek musieliśmy już wracać do Kłodzka, uczestniczyliśmy więc w ostatniej porannej Eucharystii, po której wsiedliśmy w samochody i z wolna, wśród zimowej scenerii wróciliśmy do domu, gdzie na szczęście nie czekało na nas już aż tyle śniegu, co w Dusznikach.
Mariusz Z codziennie służył do Mszy. 
Można powiedzieć, że zastała nas tu zima. 
Wyjątkowo piękna zima i dla niektórych upragniony śnieg :)