środa, 19 marca 2014

SIOSTRA ŚMIERĆ

W życiu zakonnym, jak w każdej innej formie życia pojawiają się chwile radosne i smutne. W uroczystość św. Józefa Oblubieńca NMP, doświadczyliśmy tej smutniejszej sfery życia, biorąc udział w pogrzebie ś.p. pana Eugeniusza Łabadczuka - taty br. Jana, który jest naszym wicemagistrem oraz wikarym domu [czyli zastępcą gwardiana] w naszej wspólnocie. 
Pogrzeb odbył się w Nowym Waliszowie. Mszy św. przewodniczył i kazanie wygłosił Minister Prowincjalny - o. Alan. Modlitwy ostatniego pożegnania poprowadził w kościele nasz gwardian - o. Wacław, natomiast drodze na cmentarz i modlitwom złożenia do grobu przewodniczył miejscowy proboszcz.
Choć uroczystość smutna, to jednak mogliśmy doświadczyć wielkiego braterstwa, dzięki licznej obecności wspólbraci z klasztorów naszej Prowincji. Dobrze wiedzieć, że we wspólnocie, także takie chwile nie są przeżywane samotnie, ale jest obok nas, ktoś kto pomodli się, pocieszy i nakogo można liczyć!. 
Tatę br. Jana polecamy Waszej modlitwie!
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie,
a światłość wiekuista niechaj mu świeci.
Niech odpoczywa w pokoju. Amen.



piątek, 7 marca 2014

Podpatrzeć życie franciszkańskie

Pierwszy weekend Wielkiego Postu stał się dla nas po raz kolejny okazją poczuć się gospodarzami naszego piętra i przewodnikami po meandrach życia franciszkańskiego. Tym razem otworzyliśmy nasze drzwi i serca :) przed Łukaszem i Piotrem. 
Ich przyjazd uświadomił nam, że za nami już ponad połowa postulanckiego roku i czas płynie bardzo szybko. Skutkiem tego już niedługo nasze miejsca na postulanckim piętrze zajmą inni bracia, a my... modlimy się o nowe i święte powołania do naszego Zakonu! I o modlitwę prosimy...


wtorek, 4 marca 2014

Wielki Post!

W dniu jutrzejszym, podobnie jak w wielu miejscach na świecie, symbolicznym gestem posypania głowy popiołem, rozpoczniemy Wielki Post i usłyszymy słowa, które mają nam przypomniać o konieczności nawrócenia do życia Ewangelią Jezusa. 



Dlatego w naszym postulanckim życiu, okres ten wiąże się z kilkoma zmianami w planie i w dodatkowych obowiązkach [m.in. będziemy prowadzić drogę krzyżową w piątek w kościele]. Aby jednak pomóc zaistnieć prawdziwej atmosferze skupienia, w ramach, podejmowanych praktyk wielkopostnych, ograniczamy w tym czasie użytkowanie TV i internetu. Wiąże się to z tym, że wpisy na naszym blogu będą ukazywać się teraz, sporadycznie w formie krótkich sprawozdań obejmujących większe okresy czasu! Do częstszych wpisów wrócimy już okresie radości wielkanocnej! 

Abysmy jednak mogli łączyć się duchowo, zapraszamy do uczestnictwa w tradycyjnych nabożeństwach wielkopostnych: Gorzkie Żale, Droga Krzyżowa czy pasyjne kazania. Poczytajcie ogłoszenia prafialne, przeszperajcie strony internetowe waszych kościołów i duszpasterstw. Na pewno znajdziecie je w swojej okolicy! My będziemy uczestniczyć w nich u siebie i będziemy pamietać o Was w modlitwie!


Niech ten czas Wielkiego Postu, wyda w naszych sercach piękne owoce nawrócenia!
Do zobaczenia / do usłyszenia!
POKÓJ I DOBRO!




Dzień skupienia

Na dzień przed "oficjalnym rozpoczęciem" Wielkiego Postu, do postulanckiej wspólnoty zawitał sam Ojciec Prowincjał Alan Brzyski, który wśród wielu ważnych obowiązków znalazł chwilę, by poprowadzić dla nas dzień skupienia. W czasie, gdy wiele osób pewnie bawi się jeszcze w ostatnie dni karnawału, my już wyciszamy się i skupiamy na dobrym przeżyciu Wielkiego Postu.

Na porannej kawie w salce byliśmy nieco zestresowani obecnością najważniejszej osoby w Prowincji siedzącej obok i pijącej z nami kawę. Nie codziennie zdaża się nam taki gość. Jednak poranne spotkanie minęło w braterskiej atmosferze. Następnie udaliśmy się do kaplicy, gdzie po małym "przemeblowaniu" usiedliśmy obok siebie naprzeciw ambonki, z której swoją konferencję wygłosił o. Alan.
Zaczął od uświadomienia nam, co tak naprawdę jest fundamentem życia franciszkańskiego. Przypomniał, że jest nim nic innego, jak wierne słuchanie Ewangelii i życie według niej. Bo bez niej na nic się zda noszenie habitu [który czeka nas już za kilka miesięcy], ani nawet zachowanie ślubów [które w perspektywie czekają nas już po nowicjacie]. Przestrzegł nas też, by w naśladowaniu św. Franciszka wystrzegać się popadania w dwie skrajności: po pierwsze ślepego naśladowanie czynów, zapominając o duchu, oraz by nie traktować naszego Założyciela Zakonu jak symbolicznego dziadka z obrazka nad kominkiem, o którym łatwo nam wspominać, jednak nie mamy już zapału naśladować jego czynów. We wszystkim, na wzór św. Franciszka mamy ufać Bogu i wsłuchiwać się w Jego Słowa - w świętą Ewangelię, którą autentycznie żył Biedaczyna z Asyżu.
Po konferencji czekała na nas siostra cisza, zwana sacrum silentium, która pozwoliła dobrze przyswoić sobie i przemyśleć usłyszane słowa, a także pomogła przygotować się do Mszy Świętej. Tam z kolei o. Prowincjał nawiązując do dzisiejszej liturgii słowa opowiedział nam o kolejnych etapach wiary wg. św. Tomasza z Akwinu: 1) wierzę, że; 2) wierzę w Boga; oraz 3) w pełni ufam Bogu, do którego powinniśmy dążyć, a od którego - niestety - tak często się wzbraniamy. Przypomniał nam też, że zgodnie w wolą św. Franciszka powinniśmy być pielgrzymami, czyli przemierzając drogę naszego życia mamy być przeciwieństwem turysty, który nastawiony jest tylko na luksusowe warunki i zobaczenie maksymalnej ilości miejsc [o których pięknie najczęściej uświadamia sobie dopiero przeglądając fotografie].
Po Eucharystii czekało na nas kolejne sacrum silentium pełne przemyśleń. Ciszę przerwało dopiero wezwanie na modlitwy południowe i obiad, po którym jeszcze raz spotkaliśmy się w naszej salce rekreacyjnej z naszym gościem, tym razem już znacznie pewniejsi siebie podsumowując nasz dzień skupienia i słuchając opowieści z różnych stron Prowincji. Na koniec podziękowaliśmy skromnym upominkiem, w którego skład wchodziła między innymi "limitowana edycja" mydełka "uFAj", która miała i o. Alanowi przypominać o Bogu, także w zwykłej codzienności.
Na koniec udaliśmy się do naszego kościoła, na godzinę wspólnej adoracji Najświętszego Sakramentu, w ramach czterdziestogodzinnego nabożeństwa przed Środą Popielcową. Po adoracji Ojciec Prowincjał powrócił do swoich obowiązków a my... no właśnie... połowa z nas udała się do swoich pokoi leczyć przeziębienie, które od kilku dni nęka kolejnych braci. Apsik!

Ojcu Prowincjałowi dziękujemy za poświęcony nam czas i za świadectwo franciszkańskiego życia, którym zechciał się z nami podzielić. Umocnieni tym słowem i braterskimi radami, pełni duchowego zapału, już jutro rozpoczynamy Wielki Post!!!

poniedziałek, 3 marca 2014

Świętowanie, roszady i przygotowania do wielkiego postu

Z dniem wczorajszym, koronką do Bożego Miłosierdzia, rozpoczęliśmy  w naszym kościele  czterdziestogodzinne nabożeństwo - czyli adorację, podczas której przygotowujemy się do dobrego przeżycia wielkiego postu.

Jednak jeszcze przed wejściem w czas pokuty i umartwienia, w naszej wspólnocie świętowaliśmy imieniny Radka. Oczywiście nie zabrakło tradycyjnej wystawki, w której pojawiły się elementy sportowe, biblijne, legislacyjne oraz... ku przestrodze - groźna wizja trzycyfrowej wagi, która przeraża naszego solenizanta [i nie tylko jego]. Byli goście, piękna, wiosenna pogoda i radosna atmosfera.
jedno ze zdjęc przy imieniowej wystawce


Jak się okazało, dla solenizanta ten dzień był szczególny aż do ostatniej chwili postulanckiego planu. Otóż podczas wieczornej rekreacji nastąpił demokratyczny wybór nowego seniora, którym został właśnie Radek.
liczymy na to, że jako senior będzie też taki dzielny :)

Dziękujemy Tomkowi, który pełnił tę funkcję po odejściu Bartka i wkładał w tą służbę wiele serca, a Radkowi życzymy mądrości, odwagi i pokory w pełnieniu funkcji reprezentanta braci!

Jednym z elementów przekazania posługi seniora jest modlitwa, którą wybrany będzie się codziennie modlił

Jeszcze jedno w kwestii zmian... Dziś odbyły się przeprowadzki... i wielki post zaczniemy już w nowych pokojach.



niedziela, 2 marca 2014

Goście... Goście... może wkrótce gospodarze?

Choć po nowym roku u nas spadła liczba postulantów, to jednak wierzymy bardzo mocno w działanie Bożej Opatrzności nad nami i doświadczamy jej w wielu znakach. Co jakiś czas Pan Jezus nam podsyła młodych, otwartych i zadających sobie pytanie: "Jak to jest być franciszkaninem"? oraz "A może to ja"? A my - na ile potrafimy - staramy się im pomóc odpowiedzieć na to pytanie, goszcząc na naszym piętrze i w naszym klasztorze oraz pokazując życie zakonne "od podszewki". 
W kończącym się miesiącu lutym, odwiedziło nas sześć osób. Oprócz Bartka, o którym już pisaliśmy tutaj, postulanckie progi odwiedził Michał, Staszek, Kuba, Paweł i Łukasz. Przez kilka dni wraz z nami modlili się [dzięki temu poznając do czego służą wszystkie kolorowe zakładki w brewiarzu], pracowali [szczególnie, że za oknem wiosna i warto wziąć się za wiosenne porządki] oraz spędzali z nami czas w salce rekreacyjnej, zasypując nas pytaniami. Każdy z naszych gości miał również okazję do prywatnej modlitwy, skupienia oraz mógł porozmawiać z naszym magistrem lub ojcem duchownym o powołaniu do życia jako brat mniejszy.

wspólne zdjęcie z naszymi gośćmi - przy okazji imienin Radka

Panu Bogu polecamy naszych gości... i prosimy, aby wkrótce stali się gospodarzami tego miejsca - jeśli taka będzie wola Boża! Również prosimy o modlitwę w intencji nowych i świetych powołań do naszego Zakonu. 

Jeśli natomiast w którymś z serc męskiej części naszych czytelników odzywa się głos wołający do wejścia na drogę życia zakonnego to zachęcamy do podzielenia się tym głosem. Jeśli będzie potrzeba, to zapraszamy również na "weekend w postulacie", po uprzednim kontakcie z nami. Można pisać do nas mailowo (braciapostulanci "małpa" gmail.com), lub kontaktować się przez facebooka ;-)


Zapraszamy również do odwiedzenia naszego duszpasterstwa powołaniowego na Górze św. Anny
[info po kliknięciu na link pod banerem]


http://www.swanna.pl/powolanie.htm





czwartek, 20 lutego 2014

Dwudniowa wycieczka z międzylądowaniem cz. 2

Z przyjemnością budzimy się w ciepłym Domu Pielgrzyma. Zaczynamy dzień od marszu do kaplicy Matki Bożej Anielskiej, gdzie o. Augustyn odprawił dla nas poranną Eucharystię połączoną z modlitwą Jutrzni. Po śniadaniu dla ducha udajemy się do Salki, gdzie czeka na nas już obdarzony niemałym talentem kulinarnym gwardian domu - o. Ignacy, który zagania nas do stołu ze znanym nam już "wszystko musi zniknąć". Wobec tego wszystkiego do stołu zasiada nawet nasz Magister, który jada śniadania tylko w ostateczności, lub... gdy są naprawdę pyszne! Zabieramy się zatem do oczyszczania stołu ze wszystkich smakołyków, bowiem przed nami drugi dzień intensywnego wypoczywania, zwiedzania i odwiedzania.


Gdy nasze brzuchy są już pełne, a buzie uśmiechnięte, dociera do nas o. Ambroży, kursowy kolega o. Augustyna, który został wybrany jako najlepszy przewodnik po annogórskim sanktuarium. Niestety ogrom posiadanej wiedzy rozbija się o uciekający czas, dlatego zostajemy oprowadzeni w błyskawiczny sposób przyswajając maksymalną ilość informacji.


Zaczynamy od kalwaryjskich kaplic, o których już tylko można by opowiadać cały dzień: od historii  budowy samej kalwarii, przez wszystkie remonty i przebudowy, przez wystrój wnętrza i symbolikę każdego plafonu i detalu. Resztę informacji otrzymujemy już w drodze do Bazyliki, co chwila słysząc "ja, August" na delikatne sugestie naszego Magistra o małej ilości czasu, co bez skrupułów sami podchwytujemy i wykorzystujemy w dalszej drodze... 
Znając już w maksymalnym skrócie historię figurki św. Anny, Sanktuarium i Kalwarii wsiadamy na pokład naszego busa, a za kierownicą siada Magister, który na trasie do Borek Wielkich zaplanował jeszcze jedno miejsce postoju, które w planie mieściło się pod nazwą "babcia", a gdzie to dokładnie jest nie pamiętał nawet sam kierowca. W końcu jednak po przejechaniu całej wioski wzdłuż i wszerz znaleźliśmy niepozorny domek, w którym mieści się zgromadzenie sióstr służebniczek 
Siostra Waleria - babcia i jej współsiostra [nie pamiętamy imienia] okazały się mieć tyle dobrego poczucia humoru, że trudno było nam w to uwierzyć i szybko nam samym się to udzieliło. Śmialiśmy się bez liku przy babcinej kawie 

Żeby dzień był rodzinny, zaraz od "babci" pojechaliśmy do braci - tym razem do braci nowicjuszy, czyli do Borek Wielkich. Niektórzy z nas po raz pierwszy odwiedzili nasz przyszły dom [jak Pan Bóg pozwoli, przełożeni dopuszczą, a my nie zaniedbamy].

dostojny klasztor nowicjacki przywitał nas piękną pogodą 

Przyjechaliśmy w samą porę. Najpierw udaliśmy się do kaplicy, aby wraz z borecką wspólnotą odmówić modlitwy południowe. 
Następnie zjedliśmy obiad, po którym wspólnie nawiedziliśmy cmentarz i pomodliliśmy się przy grobach zmarłych współbraci oraz mieliśmy okazję zobaczyć otoczenie boreckiego kościoła i klasztoru.

Potem zawitaliśmy w gościnne progi piętra nowicjackiego, gdzie o. Remigiusz - magister nowicjuszy [i rektor seminarium z czasów studiów naszego magistra] i bracia przyjęli nas bardzo serdecznie i po bratersku. Była to nie tylko okazja do tego żeby poznać się nawzajem, ale i wymienić się informacjami. Braci nowicjuszy interesowało, co ciekawego słychać w Kłodzku, my natomiast byliśmy bardziej zainteresowani tym, co ciekawego czeka nas w Borkach. Czas płynął bardzo szybko przy opowiadaniach o. Remigiusza, który m.in. wspominał czasy, gdy nowicjuszy było tylu, że nawet na korytarzach spali. 

Ponieważ jednak czas nas gonił, w tempie błyskawicznym "zwiedziliśmy" jeszcze nowicjat [liczymy, że już wkrótce będziemy mieli okazję poznać lepiej to miejsce], słuchając o. Augustyna, który z rozrzewnieniem wspominał lekcje łaciny w nowicjakiej klasie i dziękując za gościnę, zaprosiliśmy braci nowicjuszy do Kłodzka.
Nie obyło się bez pamiątkowego zdjęcia, na którym nasz magister uwiecznił "przyszłość naszej Prowincji i Zakonu". Żal było wyjeżdżać, lecz nie pozostało nic innego, jak pożegnać się i ruszyć w dalszą podróż, która planowana według "rodzinnego klucza" prowadziła nas do Zabrza, gdzie mieliśmy odwiedzić dom rodzinny Mariusza. 
Dzięki temu, że Mariusz, który doskonale znał te tereny przewiózł nas skrótami, mieliśmy tyle czasu, że zanim zasiedliśmy w jego domu, zdążyliśmy nawiedzić dwa zabrzańskie kościoły. W kościele św. Wawrzyńca, który był niestety zamknięty, odmówiliśmy Koronkę do Bożego Miłosierdzia [stojąc w przedsionku]. Natomiast w otwartym!!! parafialnym kościele Mariusza - p.w. św. Teresy z Lisieux udało nam się odmówić nieszpory, choć organista, który chciał "poćwiczyć" chyba nie mógł się doczekać aż skończymy. Nabrawszy sił duchowych, udaliśmy się do domu Mariusza.

O. Augustyn wspominał, że kiedy po raz ostatni tutaj był, ulica przypominała rzekę błota, jednak tym razem mile zaskoczeni, zajechaliśmy pod dom bez trudu. Tutaj serdecznie przyjęci przez rodzinę naszego brata, odpoczęliśmy sobie przy kawie i czymś słodkim. Domowa atmosfera tak nam się udzieliła, że niektórzy z nas czuli się tak swobodnie [a może byli już tak zmęczeni], że wypili cały zapaś napojów chłodzących, jakie były w domu. Tempus fugit... Dlatego dziękując za gościnę, tradycyjnie zaprosiliśmy do siebie i ruszyliśmy dalej do Przyszowic, gdzie czekała nas rodzina Tomka.
Wielopokoleniowe spotkanie rodzinne przy stole [tradycyjne "to musi zniknąć" już nas nie dziwiło i nie oponowaliśmy] stało się okazją do rozmów na wiele ciekawych tematów. Dowiedzieliśmy się m.in. z którym z biskupów chodziła do jednej klasy babcia Tomka. 
Jednak niekwestionowaną gwiazdą wieczoru była bratanica Tomka - Marysia, która wykazała się niewiarygodna odwagą, chętnie nawiązywując znajomości z gośćmi, nie tylko nie bojąc się nikogo...


...ale nawet wykazując wielkie zainteresowanie drogą zakonną, którą poszedł wujek Tomek. Jak tylko Marysia zacznie mówić, na pewno będzie prowadziła dysputy teologiczne :)


Jeszcze tylko tradycyjna rodzinna fotka, zapewnienie o modlitwie i dziękując za napełnienie naszych żołądków, za rodzinną atmosferę i bardzo miłe przyjęcie, zaprosiliśmy do naszego Kłodzka i wsiadając do niestrudzonego granatowego busa, udaliśmy się w kierunku naszego klasztoru.

Tak minęła nam wycieczka z międzylądowaniem :) 
Wszystkim, którzy nas gościli, otwierając przed nami serce, domy i... spiżarnie :) [naszym Rodzinom i Współbraciom] serdecznie dziękujemy i obiecujemy modlitwę. Niech Bóg będzie dla Was nagrodą!


środa, 19 lutego 2014

Dwudniowa wycieczka z międzylądowaniem cz. 1

W ramach krótkich, acz intensywnych ferii, tym razem o. Augustyn zaproponował dla nam odwiedziny kilku mniej, lub bardziej znajomych miejsc. Wycieczka zaplanowana była na dwa dni z międzylądowaniem i noclegiem na Górze św. Anny. Plan był ambitny, a czasu w sam raz, skoro więc tylko zjedliśmy śniadanie, ruszyliśmy w drogę. Plan na środę: Prudnik, Głubczyce, Kietrz, Dzierżysław, Góra św. Anny. Tymczasem opuszczamy Kłodzko i zgodnie z pobożnym zwyczajem postulantów przystąpiliśmy do odśpiewania Godzinek, którym przewodził dziś Rafał.
Szybko docieramy do Prudnika, gdzie pod nieobecność gwardiana - o Wita, zostaliśmy przywitani przez o. Faustyna, który z powodu różnych obowiązków musiał nas na chwilę opuścić. Zachęcił jednak, abyśmy czyli się jak w domu, z czego skorzystaliśmy z radością. Klasztor prudnicki powstał w 1852 roku, gdy przybył w te strony franciszkański odłam alkantarynów. Ważny jest fakt, że w 1996 roku abp Alfons Nossol, podniósł przyklasztorny kościół św. Józefa do rangi sanktuarium i właśnie w owym kościele rozpoczynamy odwiedziny prudnickiego klasztoru, od Eucharystii sprawowanej z formularza o św. Józefie. 
W klasztorze od 6 października 1954 do 28 października 1955 był więziony kardynał Stefan Wyszyński. Ponieważ nasz Magister, będąc klerykiem, niejednokrotnie pomagał przy różnych okazjach w tutejszym klasztorze, był tez idealnym przewodnikiem po celi upamiętniającej to uwięzienie, o której jak sam zapewniał, potrafił kiedyś opowiadać 45 minut bez zająknięcia. Nam opowiedział na szczęście tę historię w wersji krótszej i ruszyliśmy dalej, na Drogę Krzyżową, która okala las przy klasztorze.
Na koniec nawiedzamy cmentarz, na którym pochowany jest poprzednik/imiennik o. Augustyna, którego wraz z wszystkimi pochowanymi tam braćmi otoczyliśmy naszą modlitwą. Gościnność braci z prudnickiego klasztoru była wielka i nie zabrakło też kawy i ciasta, którym nas przyjęli. W końcu pożegnaliśmy się z zabieganym o. Faustynem i ruszyliśmy w dalszą drogę, do kolejnego klasztoru.
Kolejnym miejscem do którego pomknął nasz granatowy bus - a my w raz z nim - był najstarszy klasztor naszej Prowincji - w Głubczycach. Po przywitaniu się z o. Aureliuszem - gwardianem konwentu, udaliśmy się do kościoła na krótkie nawiedzenie. Kościół p.w. św. Bernardyna ze Sieny jest jedynym z kilku kościołów w naszej Prowincji posiadającym krypty i jedynym [jak do tej pory], gdzie jeszcze są miejsca dla zmarłych braci. Chwila modlitwy za zmarłych i refleksja... a może to miejsce czeka na któregoś z nas?
Wraz z gościnnymi gospodarzami klasztoru udaliśmy się następnie na wspólne modlitwy do kaplicy klasztornej i przepyszny obiad, który wyszedł spod ręki br. Pawła [DZIĘKUJEMY :) ]. Ponieważ klasztor w Głubczycach jest też pierwszym miejscem, gdzie był postulat [do 1997 roku], po obiedzie udaliśmy się pooglądać pomieszczania, w których wzrastali w powołaniu poprzedni postulanci, a teraz mieści się tam FOPD :) Niektórzy szukali śladów postulanckiej obecności, a niektórzy szukali na wywieszonych zdjęciach swoich znajomych :) Gościnne progi głubczyckiego klasztoru opuściliśmy po wypiciu tradycyjnej kawy z o. Aureliuszem. Następnie na chwilę nawiedziliśmy piękny parafialny kościół, znajdujący się w centrum miasta, przy jedynych światłach sygnalizacji drogowej i udaliśmy się do kolejnego zaplanowanego punktu wycieczki. 

UWAGA! ARTYKUŁ ZAWIERA LOKOWANIE PRODUKTU :)

Tak... tak.. W ramach szeroko pojętej rekreacji, dzięki zaproszeniu Kierownika basenu w Kietrzu [i jednocześnie byłego szefa naszego Radka], pojechaliśmy się wymoczyć. Magister obawiał się wprawdzie, że jak zobaczy go GreenPeace to będą chcieli go ratować i odeślą do innych wielorybów, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Niektórzy z nas pływali - bo umieją, niektórzy starali się pływać - bo do odważnych świat należy, a niektórzy siedzieli i się nie ruszali, bo dla nich jedynym bezpiecznym akwenem wodnym jest wanna :) W każdym razie było bardzo sympatycznie i miło, a dzięki uprzejmości Pana Kierownika mogliśmy zobaczyć również jak basen działa "od spodu". Na zakończenie dowiedzieliśmy się jak to córka Pana Kierownika pozowała do zdjęć z bł. Janem Pawłem II i... obiecaliśmy sobie, że jeszcze się spotkamy. A na pewno będziemy pamiętać w modlitwach!
W końcu oddaliliśmy się od "niebezpiecznych" akwenów wodnych w stronę Dzierżysławia, czyli rodzinnego domu Radosława, który wyraźnie się ożywił opowiadając o domie, kościele, sąsiadach, sklepie, boisku  i niemal każdym z zakamarków, w których niegdyś spędzał wolne chwile swojej młodości. Gdy tylko dotarliśmy pod dom, przywitała nas i ugościła rodzina Radka, która natychmiast zagoniła nas do stołu, gdzie królowały pierogi w różnej postaci, by uzupełnić spalone na basenie kalorie i oczywiście wypytać o wiele spraw, a przede wszytkim, czy ten Radosław jest grzeczny w Zakonie...
Chwilę później dołączył do nas ks. proboszcz, który bardzo ochoczo włączył się do prowadzonych dyskusji. Niestety coraz późniejsza pora zmuszała nas powoli do ruszenia w trasę. Nim jednak skierowaliśmy się w stronę Góry św. Anny, nawiedziliśmy jeszcze kościół parafialny pw. św. Bartłomieja, którego najstarsza część pochodzi aż z XIV w. Radek z dumą oprowadził nas pokrótce, a następnie dzięki uprzejmości proboszcza mogliśmy jeszcze uczcić relikwie ks. Jana Bosko.
Obdarowani jeszcze przez gościnnego księdza proboszcza tym co najcenniejsze - błogosławieństwem i "Dzienniczkami" św. Faustyny, ruszyliśmy już w całkowitym mroku w stronę Domu Pielgrzyma, gdzie czekał na nas już o. Ignacy. Na miejsce dotarliśmy dość późno, ale na tyle wcześnie, aby spędzić jeszcze kilka chwil ze wspólnotą Domu Pielgrzyma i bez marudzenia udać się na upragniony spoczynek u stóp św. Anny.
C.D.N.

wtorek, 18 lutego 2014

Odwiedziny u Grzegorza ex-juniora

W planie drugiego dnia naszych krótkich ferii, znalazły się odwiedziny Ratajna. To odpowiedź na zaproszenie Grzegorza, który choć rozstał się z nami na początku roku, ciągle utrzymuje kontakt. A my oczywiście bardzo chętnie odwiedziliśmy naszego byłego Juniora, któremu na przywitanie podarowaliśmy karton mleka i struclę w zastępstwie chałki - ulubionych produktów spożywczych, które jak zapamiętaliśmy najbardziej lubił.
Rzeczony Grzegorz z upominkami i uśmiechem.
Po "Kawie" wybraliśmy się zwiedzać okolicę.
Parafia św. Antoniego w Ratajnie.
Kościół wybudowany przez ewangelików w latach 1848-49. Dopiero w 1947 "stał się" rzymsko-katolicki.
"Sweet fotka" w lustrze.
Dumny Grzegorz oprowadza nas po swojej wiosce.
Po tak miłym przyjęciu nas i ugoszczeniu ruszyliśmy jeszcze do Henrykowa "pożyczając" sobie Grzegorza jako najlepszego przewodnika w jego rodzinnych stronach. Niestety okazało się, że dawne Opactwo Cysterskie mogliśmy podziwiać jedynie z zewnątrz, ale w końcu lepszy rydz, niż nic.Większość wspaniałego budynku klasztornego, jak opowiadali nam Grzegorz i o. Augustyn, zajmują dziś uczniowie Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego oraz alumni pierwszego roku Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego.
Kiedyś ta droga musiała tętnić życiem.
Już pięknie odrestaurowana fasada.
Czas jednak uciekał nieubłaganie i w końcu trzeba było pożegnać Grzegorza, którego odwieźliśmy do domu, a samu ruszyliśmy do Ząbkowic, gdzie czekały na nas Siostry Obliczanki, które zaprosiły nas na wspólną Adorację Najświętszego Sakramentu i Mszę Świętą, którą odprawił oczywiście nasz o. Magister. Później siostry zaprosiły nas na "kawę", a o. Augustyn zachwalał, że to jedyny znany mu żeński dom zakonny, po którym biega pies. Siostry oczywiście przedstawiły nam sympatycznego czworonoga. Tak więc w radosnej atmosferze pożegnaliśmy się z Obliczankami, która już zaprosiły nas na kolejną wizytę... nie ukrwając, że przydałaby się na wiosnę pomoc w ogrodzie. Pożyjemy - zobaczymy!

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rewizyta u Postulantów CMF w Kudowie

Powoli mija nam pół roku naszego pobytu w postulacie. W związku z tym, magister postanowił zorganizować ferie. Krótsze niż szkolne, ale miałby być intensywne...  Trzeba przyznać, że na ten czas trafiła się nam prawdziwie wiosenna pogoda. Najbliższe posty w telgraficznym skrócie przybliżą Wam ten niespełna tydzień...

Pierwszego dnia nasz Magister zaplanował rewizytę u braci Klaretynów w Kudowie, na co wszyscy czekaliśmy już z niemałą niecierpliwością. Niemal bez problemu dotarliśmy na miejsce i po ugoszczeniu nas kawą bracia zabrali nas na zwiedzanie domu formacyjnego, a później i samej Kudowy Zdrój. 
Nasza postulancka "Granatowa strzała".
Jest ping-pong? To już planujemy turniej! 
I najważniejsze miejsce - kaplica. 
Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od Kaplicy u Sióstr Św. Elżbiety NSPJ. 
Oczywiście trzeba odwiedzić Park Zdrojowy. 
A teraz pod górę, w ślad za naszymi przewodnikami. 
Jedyna w Polsce Kaplica Czaszek  - niestety zakaz fotografowania wewnątrz. 
Okazało się, że w poniedziałek Kaplica Czaszek jest zamknięta dla zwiedzających, jednak nasz magister użył swoich "znajomości" i dzięki uprzejmości księdza proboszcza i oprowadzającej nas siostry mogliśmy wejść i pomodlić się za zmarłych w tym szczególnym miejscu.

Nawiedziliśmy też symboliczny grób bł. Gerharda Hirschfeldera - kapłana pracującego niegdyś w tym miejscu, który zginął smiercią męczeńską w obozie koncentracyjnym w Dachau. Tutaj pomodliliśmy się za wszystkie ofiary wojen oraz prześladowanych za wiarę.

 Symboliczny grób bł. Gerharda Hirschfeldera.  

Spacer w wiosennej atmosferze, później obiad i jeszcze chwila pogawędek, aż niechętnie zebraliśmy się, by opuścić gościnne progi Klaretynów. Trzeba było jednak powoli ruszyć w drogę powrotną, na której mieliśmy jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia. Pożegnaliśmy się więc już zapowiadając kolejne spotkania w takim gronie.  
I na koniec wizyty wspólne zdjęcie.
Powrót słynną drogą tysiąca zakrętów.
Nasz skupiony kierowca - o. Augustyn.
I nasz cel - kto zgadnie?
Wambierzyce to miejsce, w którym postanowiliśmy się zatrzymać, aby przeżyć Eucharystię w klasztornej kaplicy. Mszę Świętą odprawił dla nas o. Magister, który w krótkim kazaniu  przybliżył nam różne sposoby modlitwy na wzór Maryi. Posileni Słowem Bożym i Chlebem Eucharystycznym zostaliśmy jeszcze zaproszeni przez gościnnego br. Jakuba, który jest Gwardianem wambierzyckiego klasztoru, na kawę. Z zaproszenia oczywiście skorzystaliśmy. Na zakończenie pożegnaliśmy się z Matką Bożą - Królową Rodzin i zapewniliśmy, że jeszcze tu wrócimy, bowiem w wielkim sanktuarium ciągle trwają remonty, w których postulanci mogą i chcę się przydać. 
Maryja - Królowa Rodzin.