piątek, 10 października 2014

Plaga liści

Nasze podwórko i ogród zasypała fala liści, dlatego ruszyliśmy szybko łapiąc grabie w dłonie i wzięliśmy się za sprzątnięcie tego bałaganu. Walka z liśćmi wbrew pozorom nie była łatwa, ale z pomocą przyszedł magister. Przy okazji pozbieraliśmy dużo orzechów, które akurat spadły z drzew. Gdy udało nam się wszystko zgrabić wpakowaliśmy liście do worków i zastanawialiśmy się ile jeszcze razy przyjdzie nam zmagać się z następnymi zastępami spadających liści.

Mateusz - wulkan energii i zapału do pracy :)

Filip spaceruje z orężem.

Francesco i jego orzechy.

Grunt to wymyślić strategię, jak sobie poradzić z liśćmi.

Nauka grabienia liści.

Darek z grabiami.

Modlitwa po pracy...?

Przed nami żaden orzech się nie ukryje.

Przy takim ucisku...


...i takiej wadze, do worka zmieści się duuuuuuużo liści!!!

Więcej zdjęć w liściastej GALERII

środa, 8 października 2014

Pożegnanie współbrata

W dniu naszej przygody z krwiodawstwem, ubyło nam nie tylko trochę krwi. Nasza wspólnota uszczuplała o jednego postulanta, który postanowił poszukać innej drogi życiowej.

Zgadnij o kogo chodzi...

Naszą wspólnotę opuszcza Marek. Życzymy mu dobrego rozeznania powołania, dziękujemy mu za spędzony czas, zapewniamy o modlitwie i obiecujemy utrzymywać kontakt.

Obowiązkowe zdjęcie z ojcem magistrem

Oddajemy krew



W przypływie dobroci postulanckiego serca, tego dnia, na czele z o. Augustynem postanowiliśmy podzielić się czymś cennym i ofiarować to potrzebującym. Tym cennym darem była krew, która miała być przez nas oddana honorowo. Dla niektórych to był pierwszy kontakt z honorowym krwiodawstwem. Proste wyjście do szpitala, okazało się podróżą pełną przygód. Najpierw okazało się, że punkt w Kłodzku jest zamknięty, ponieważ zespół pobierających krew pojechał na wyjazdową akcję do Kudowy. Postanowiliśmy się udać ich śladem. W Kudowie znaleźliśmy interesujące nas miejsce i zaopatrzeni w kawę / herbatę [do wyboru] oczekiwaliśmy na chwilę oddania krwi. 
Oczekiwanie się przedłużało, ponieważ lekarz [wiekowy człowiek] badał baaaaaaaaaaardzo dokładnie! I w związku z tym bardzo dokładnym badaniem, okazało się, że niestety nasz magister nie mógł się poświęcić w tym dniu [z powodu ostatniej wizyty u dentysty], a Filip i Darek z powodu niewłaściwego ciśnienia. Honor wspólnoty uratowało i bohaterami dnia zostało więc dwóch Tomków którzy ze spokojem [i z właściwym ciśnieniem] oddali tyle ile dali rady.
Reszta postanowiła się nie poddawać i przy następnej nadarzającej się okazji, ponowić próbę czynnego włączenia się w honorowe krwiodawstwo.



 

Przy okazji, zachęcamy wszystkich do włączenia się w dzieło honorowego krwiodawstwa. 
Szczegóły - czyli: dlaczego,  kiedy i kto może oddawać krew - TUTAJ

piątek, 3 października 2014

Uroczystość św. Franciszka

Następnego dnia po uroczystej inauguracji roku akademickiego w naszym WSD, nasza wspólnota powiększyła się o jednego współbrata. 1 października dołączył do nas Filip z Wrocławia. Wszedł on do postulatu w czasie bardzo intensywnych zajęć, bo jak tylko wróciliśmy z Wrocławia, kolejne dni mijały w okamgnieniu, a to z powodu z powodu kolejnych zbliżających się uroczystości, za których organizację byliśmy odpowiedzialni. A mianowicie - w pierwszej kolejności - nabożeństwa „Transitus”, które odbyło się w wigilię uroczystości św. naszego Ojca Franciszka, założyciela Zakonu, do którego pragnienie przynależności wyrażamy. Nabożeństwo to upamiętnia odejście Biedaczyny z Asyżu z domu ziemskiego, do domu Ojca. Nasze nabożeństwo nabrało charakter niejako spektaklu, z braćmi św. Franciszka oraz nim samym. Dodatkowym przeżyciem dla nas była fakt, że po raz pierwszy [i tylko na ten krótki czas] mogliśmy ubrać franciszkańskie habity!!!

Zamknijmy na chwilę oczy i wyobraźmy sobie ten październikowy, chłodny wieczór, blask palącej się świecy, który jest jedynym źródłem światła w ciemnym, kościele, pełnym milczących parafian. Taki właśnie nastrój panował w momencie gdy wnosiliśmy na marach Biedaczynę z Asyżu. W rolę świętego wcielił się nasz współbrat Francesco, tak więc z dumą możemy powiedzieć, że mieliśmy prawdziwego, włoskiego Franciszka. Ponad to Francesco zachwycił nas wszystkich swoją przepiękną, włoską wersją piosenki „O Najwyższy Boże Nasz..”, którą sam zaśpiewał. Zgromadzona wspólnota parafialna jak i współbracia nie kryli podziwu. Świętowanie śmierci św. Franciszka było dla nas niesamowitym i nowym przeżyciem. Na koniec wraz z braćmi z klasztoru pobłogosławiliśmy ludzi - zgodnie z tradycją - błogosławieństwem, które św. Franciszek ofiarował br. Leonowi.

„Pan niech Cię błogosławi i strzeże. Niech ukaże Ci swoje oblicze i zmiłuje się nad Tobą. Pan niech zwróci oblicze swoje ku Tobie i obdarzy Cię pokojem.”


Kilka zdjęć z przygotowań...

Wystawka w refektarzu prezentująca Franciszka jako diakona

Oraz wystawka w kościele.

Filip i Tomek gotowi do próby Transitus.

Francesco uczy się śpiewać włoski tekst pieśni „O Najwyższy Boże nasz,,.

Filip przy ambonce objaśniał zgromadzonym wiernym poszczególne części nabożeństwa.

Czterech braci wynosi ciało Franciszka .

Ćwiczymy błogosławieństwo końcowe.

Ostanie przygotowania przed nabożeństwem - Francesco robi sobie "stygmaty".


To już nie próba - to nasz pierwszy w zyciu Transitus i...
...poczucie, że jesteśmy częscią wspólnoty franciszkańskiej!




Więcej zdjęć w naszej GALERII

wtorek, 30 września 2014

Nowy rok w naszym seminarium

Zgodnie z wytycznymi i wszelkimi przepisami - czas postulatu ma pomóc rozeznać decyzję o prowadzeniu życia zakonnego i przygotować do dalszych etapów formacji. Przedsmak tego co nas czeka, mieliśmy okazję doświadczyć w ostatni dzień września, kiedy to udaliśmy się do naszego WSD we Wrocławiu, aby wziąć udział w uroczystej inauguracji kolejnego roku akademickiego.

Skoro świt, ubrani w stroje wizytowe, wyruszyliśmy, aby uprzedzić korki, remonty itp. i na czas zjawić się w naszym klasztorze seminaryjnym. W drodze odmówiliśmy jutrznię oraz odśpiewaliśmy Godzinki i pewnie dla tego nie byliśmy zatrzymywani przez utrudnienia drogowe. Po drodze magister chciał pochwalić się (szczególnie przed Francesco), że też mamy w Polsce krzywą wieżę i dlatego przejechaliśmy przez centrum Ząbkowic, gdzie mogliśmy przez szyby samochodu obejrzeć tę atrakcję turystyczną. Przy okazji mogliśmy przekonać się na własne oczy jak wygląda rutynowa i błyskawiczna kontrola trzeźwości kierowcy (urządzeniem "bezprzewodowym" ), której został poddany ojciec magister wyjeżdżając z Ząbkowic. Ponieważ alkomat nic nie wykazał, śmiało mogliśmy ruszyć w dalszą drogę. Do Wrocławia udało nam się dojechać przed czasem i dzięki temu jeszcze wypiliśmy kawę w gronie nowicjuszy i kleryków.

Niektórzy twierdzili, że w tych garniturach wyglądamy jak samochód świadków Jehowy nawrócony przez franciszkanina

Niektórzy jeszcze zaspani...

...ale jak widać - kawa postawiła na równe nogi.
Po szybkiej kawie udaliśmy się do kościoła, gdzie miała miejsce uroczysta Msza święta pod przewodnictwem znanego nam już o. Alberta - Wikariusza Prowincji. Wraz z innymi współbraćmi zasiedliśmy w stallach i jak widać, dobrze się w nich czuliśmy.

Przy okazji mogliśmy przyjrzeć się wzorcowej służbie przy ołtarzu naszych starszych (niewiele) braci

Akurat przypadło nam miejsce obok seniora Prowincji - br. Wincentego - cóż za zaszczyt dla nas!

Liczna koncelebra w karłowickiej świątyni
Po Eucharystii udaliśmy się do auli, w której miała odbyć się inauguracyjna akademia i pierwszy wykład. Zgodnie z radami magistra, usiedliśmy w środku auli, skąd wszytko było widać i słychać.

Wszytko już gotowe...

...więc pilnie (jako pierwsi) zasiedliśmy w auli, czekając na rozpoczęcie!

Nasi bracia nowicjusze... ale jednocześnie "starzy znajomi"

Aula zapełniła się braćmi. Zaraz zaczynamy!
Bracia: Cyprian, Bazyli, Olaf i Natanael ślubują przyłożyć się porządnie do studiów!
Zanim udaliśmy się na obiad, czekała nas jeszcze tradycyjna pamiątkowa fotografia, po zrobieniu której udaliśmy się do refektarza.

Uczestnicy uroczystości

Więcej zdjęć z uroczystej inauguracji roku akademickiego 2014/2015 w naszym Wyższym Seminarium Duchownym, można znaleźć na stronie Prowincji TUTAJ

Po obiedzie mieliśmy znów przerwę na kawę i porozglądania się po nowym dla większości z nas miejscu. W tym czasie o. Augustyn udał się na spotkanie SFiS (Sekretariat Formacji i Studiów), gdzie w gronie formatorów omawiali bieżące sprawy wychowawcze. Na szczęście spotkanie nie trwało zbyt długo, bo już czekaliśmy na kolejny punkt naszej "wycieczki" - nawiedzenie sanktuarium św. Jadwigi.

W drodze do naszej Patronki napotkaliśmy korki, więc mieliśmy okazję przyjrzeć się terenom pomiędzy Wrocławiem a Trzebnicą, ze szczególnym uwzględnieniem naszego kościoła w Krynicznie (na razie tylko z zewnątrz). Po szczęśliwym dotarciu do celu i znalezieniu miejsca do zaparkowania, udaliśmy się do grobu św. Jadwigi. Tu mimo remontowego hałasu, udało się nam odmówić zaległe modlitwy z brewiarza i każdy miał okazję na prywatne "pobożności". Wychodząc z bazyliki spotkaliśmy znajomych z... seminarium w Opolu, których poznaliśmy na Górze św. Anny. Okazało się, że nasza św. Jadwiga jest także patronką ich seminarium i tym sposobem więzi jeszcze bardziej się zacieśniły.
o. Augustyn i Saturnin wczuli się w rolę przewodników

Nie ma to jak nieszpory u św. Jadwigi (w tle grób naszej Patronki) 

Pamiątkowa fotka grupowa przy obrazie....

...i indywidualna przy grobie św. Jadwigi

Ostatnie ogłoszenia i... powrót do domu!
Do kłodzkiego klasztoru zajechaliśmy na kolację, po której w duchu franciszkańskim obejrzeliśmy film o Słudze Bożym - br. Antonim Kosibie z Prowincji Matki Bożej Anielskiej pt. "Braciszek". w roli głównej wystąpił Artur Barciś i film szczerze polecamy obejrzeć!!!

poniedziałek, 29 września 2014

Przy ołtarzu

Kończy się pierwszy miesiąc naszego pobytu w postulacie, dlatego koniecznie trzeba wspomnieć, że ważną częścią tych dni było przygotowywanie się do tego, co jest jednym z najbardziej istotnych elementów naszej obecności w kościele - czyli do służenia przy ołtarzu.
Pod czujnym okiem naszego wicemagistra - o. Mateusza, poznawaliśmy poszczególne funkcje LSO, uczyliśmy się jak poruszać się przy ołtarzu oraz ćwiczyliśmy to wszystko, co zostało nam w teorii wytłumaczone.
Okazji do praktycznego wykorzystania naszej wiedzy, nie zabrakło. Na początek - Msze imieninowe o. Mateusza w kościele klarysek i u nas. Niestety byliśmy tak przejęci, że zapomnieliśmy robić zdjęć z tych uroczystości, ale musicie wierzyć na słowo, że jak na pierwszy raz - wyszło bardzo dobrze.
Kolejne okazje wykazania się znajomością służby przy ołtarzu pojawiły się w ostatnich dniach września - jak przysłowiowe grzyby o deszczu. W sobotę - miała miejsce uroczysta Msza Święta imieninowa naszego gwardiana - o. Wacława. W tym dniu za to nasz fotograf przejął się swoją rolą i ciągle było widać błysk lampy naszego aparatu, więc możemy się w pewnej mierze zaprezentować:




Jednak najważniejszy dla nas sprawdzian miał miejsce w ostatnią niedzielę września, kiedy to mieliśmy okazję uczestniczyć w niecodziennej uroczystości. W tym dniu s. M. Wacława - dotychczasowa nowicjuszka sióstr klarysek, składała swoje pierwsze śluby zakonne.

Na ceremonię udaliśmy się z o. Mateuszem, który pełni funkcję kapelana sióstr klarysek i naszym ojcem duchownym - o. Bernardem, który jest spowiednikiem sióstr. O randze uroczystości świadczył nie tylko fakt, że były to pierwsze pierwsze śluby w tym kościele od wielu lat, ale także to, że Eucharystii przewodniczył ks. bp Adam Bałabuch. Presja wydarzenia i uczestników uroczystości jednak nie przeszkodziła nam w wypełnieniu zaplanowanych zadań i wszytko poszło zgodnie z planem. 




Poniedziałkowa Msza Święta imieninowa ksieni klarysek - s. Rafaeli była już formalnością i każdy wiedział co ma robić. 

Na pewno jeszcze wielokrotnie będziemy mieli okazję do służenia przy ołtarzu, dlatego tym bardziej będziemy się starali, aby nasza służba podobała się Bogu i pomagał ludziom w modlitwie.